Strona:PL Frances Hodgson Burnett - Tajemniczy ogród.djvu/157

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


zorna co do tajemniczego ogrodu. Pragnęła dowiedzieć się o nim kilku rzeczy, ale czuła, że wprost pytać go nie może. Przedewszystkiem, odkąd jej zaczęło być miłe jego towarzystwo, pragnęła dowiedzieć się, czy możnaby mu powierzyć tajemnicę. Nie był on ani odrobinę podobny do Dicka, lecz widoczne było, że myśl o ogrodzie, o którym nikt nie wiedział, podobała mu się niesłychanie tak, że chyba możnaby mu zaufać. Lecz nie znała go dostatecznie, by mieć pewność. Drugą rzeczą, której się pragnęła dowiedzieć, było to: jeżeli mu można zaufać — tak na pewno — czyby się dało wziąć go do ogrodu tak, żeby o tem nikt nie wiedział? Ów sławny doktór zalecił mu używanie świeżego powietrza, a Colin sam powiedział, że chętnieby zgodził się na to, o ileby to było w tajemniczym ogrodzie. A kto wie? Może gdyby miał tak dużo świeżego powietrza i znał Dicka i gila, i gdyby widział świeże, rosnące roślinki, toby może nie myślał tak dużo o śmierci. Mary przeglądała się kilka razy w lustrze ostatniemi czasy i przekonała się, że wyglądała zupełnie inaczej, niż to wątłe dziecko, które przybyło z Indyj. To dziecko teraz było ładniejsze. Nawet Marta dostrzegła w niej zmianę.
— Powietrze od wrzosowiska już panience na dobre wyszło — rzekła razu pewnego. — Już panienka nie jest ani taka żółta, ani taka wątła, jak przedtem. Nawet włosy panienki już nie są takie, jak ulizane. One też się ożywiły i zaczynają się trochę podnosić.
— Tak samo, jak ja — odpowiedziała Mary. — Są teraz gęstsze, a ja tłustsza. I pewnie mi dużo urosły.
— O, na to mi wyglądają, na pewno! — rzekła Marta, poprawiając jej uczesanie nad czołem. — Już panienka teraz wcale nie taka szpetna i rumieńczyki ma na policzkach.
Jeśli ogród i świeże powietrze dobrze jej zrobiły, to może i na zdrowie Colina będą miały wpływ dodatni. Ale