Strona:PL Frances Hodgson Burnett - Tajemniczy ogród.djvu/055

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nam do nich się wtrącać. A to wszystko przez ten ogród, że pan taki się zrobił. To był ogród pani — zaraz jak się pobrali — i pani strasznie ten ogród lubiła, i zawsze państwo na wiosnę razem kwiatki sadzili, żadnemu ogrodnikowi nie wolno było wchodzić. Państwo razem sobie wchodzili, zamykali drzwi na klucz i tak całe godziny siedzieli, a rozmawiali, a czytali. A pani to taka była jak paniątko jakie młodziutkie, a w ogrodzie była ławeczka, a drzewo stare jedno gałęzie nad nią zwieszało. A pani pnącemi różami obsadziła drzewo, a na ławeczce pod niem siadać lubiła. Ale jednego razu, jak tam siedziała, złamała się gałąź, i pani na ziemię upadła i tak się strasznie uderzyła, że na drugi dzień umarła. Doktorzy wtenczas mówili, że pan pewno zmysły straci i też za nią pójdzie. I tak teraz pan tego ogrodu niecierpi. I już od tego czasu nikt tam nie był, a nawet mówić o tem nie wolno.
Mary nie pytała więcej. Patrzyła w ogień na kominku i słuchała wycia wiatru, który zdawał się dąć ze zdwojoną siłą i wściekłością.
W tej chwili stało się z nią coś dobrego. Odkąd przybyła do Misselthwaite Manor, był to czwarty dodatni fakt, jaki jej się wydarzył. Najpierw zdawało jej się, że zrozumiała ptaszka i zrozumiana była przez niego; powtóre, nauczyła się biegać i walczyć z wiatrem, co jej krew w żyłach poruszyło i rozgrzało; następnie poczuła się pierwszy raz w życiu głodną i wreszcie poznała, co to znaczy kogoś serdecznie żałować. Mary robiła postępy.
Lecz przysłuchując się teraz wichrowi, poczęła uchem łowić inne odgłosy. Zrazu nie zdawała sobie sprawy, co to być może, gdyż głosy te zaledwie odróżnić mogła od wycia wiatru. Dziwne to jakieś były dźwięki — był to jakby jakiś daleki płacz dziecka. Wprawdzie jęki wiatru podobne były niekiedy do płaczu, lecz tym razem Mary była zupełnie pewna, że głosy pochodziły z wnętrza domu — nie z zewnątrz. Było