Strona:PL Frances Hodgson Burnett - Tajemniczy ogród.djvu/032

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


mocnicą pokojowej być nie mogła. Możeby mi pozwolili być przy kuchni, ale nie do posługi w pokoju. Zanadtom prosta i mówić pięknie nie potrafię. Ale to dziwny jakiś dom, choć taki wielki. Rzekłby kto, że tu ni dziedzica, ni pani niema, a jeno pan Pitcher i pani Medlock. Jak jaśnie pan w domu, to i wiedzieć o niczem nie chce, a wreszcie on ciągle w podróży. To pani Medlock z dobroci swojej dała mi to miejsce. Ale mi powiedziała, że gdyby Misselthwaite było takie, jak inne dwory, to nigdy nie byłaby mogła przypuścić mnie do dworskiej służby.
— Czy ty będziesz moją służącą? — spytała Mary, zawsze tym samym wyniosłym, w Indjach nabytym tonem.
Marta poczęła znów czyścić kominek.
— Ja, proszę panienki, jestem służącą pani Medlock — odparła z godnością. — A ona służy jaśnie panu, ale ja niby mam robić robotę pokojowej i panience w tem i owem usłużyć. Aleć panienka nie potrzebuje znów tak dużo obsługi.
— Któż mnie będzie ubierał? — zagadnęła Mary.
Marta znów przysiadła na piętach, przyglądała się Mary, nie rozumiejąc, wreszcie ze zdumieniem spytała:
— To panienka sama nie potrafi?
— Cóżto ma znaczyć? Nie rozumiem cię.
— Chciałam powiedzieć, że panienka chyba umie sama się ubrać.
— Nie — rzuciła Mary z zupełną pogardą. — Nigdy w życiu nie ubierałam się sama. Ayah zawsze mnie całą ubierała.
— W takim razie wielki czas, żeby się panienka nauczyła sama to robić — rzekła Marta, nie zdając sobie sprawy ze swego zuchwalstwa. — Trzeba było młodziej zacząć. To panience dobrze zrobi, gdy sama koło swoich rzeczy pochodzi. Moja matka to zawsze się dziwuje, że dzieci bogatych