Strona:PL Felicyana przekład Pieśni Petrarki.djvu/294

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Tu, gdy on śmiało, ja zaś z drżeniem łona,
Oba zwróceni twarzą ku Królowej,
Wspólnemi rzekniem jej słowy:
— Teraz niech Pani Sąd się twój dokona—
Na to z uśmiechem nam ona:
— Skarg waszych słuszność rozważywszy ściśle,
Nim wyrok wydam, niech się wprzód namyślę. —



Sonet 309.


Często i wierne mówi mi zwierciadło,
I myśl strudzona, i na włosach szrony,
I zapas sił mych z każdym dniem zmniejszony:
— Patrz — mknie ku tobie starość z twarzą zbladłą!
Przyjm tę konieczność gdy już tak wypadło,
Gdyż na nią rady nie znajść. ni obrony... —
To, kiedy słyszę, mniemam w chwili onej
Ciężkie od siebie spędzać precz widziadło.
I znać poczynam: jak jest lotnem życie,
I że się tylko raz na świecie żyje,
I w sercu słyszę dźwięczne od tej słowo,
Która dziś słusznie dnieje gdzieś w błękicie —
Powiem, doprawdy nie wiem, sprawy czyje
Sławę mieć mogły równie wyjątkową? —



Sonet 310.


Na skrzydłach myśli w Niebo jasne lecę,
Niby z czasowych ziemskich jeden gości,
Co zdarte ciało depcząc, jak najprościej
Po dank swój dąży na Wysokie Wiece!
Błogością serce drży mi tak dalece,
Że tych mi dreszczów każdy pozazdrości —
Bowiem z ust Laury słyszę o Miłości
Słowa Anielskie razem i kobiece!
Z sobą mię wiedzie — a ja, gnąc kolana,
Błagam, niech wprędce zdarzy mi u Pana:
Bym patrzeć w Bańskie mógł i w jej oblicze —
Na to mi ona: — Tak ja sama życzę —
Lecz choćbyś na to długie czekał lata,
Wierz mi: tem większy zysk ci da ta strata! —