Strona:PL Felicyana przekład Pieśni Petrarki.djvu/270

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Stargała błogie więzów mych ogniwa,
Życie — iż wbrew mię woli mej tu trzyma...
Lecz gdzież mi wyzuć się z ciała
Mej Laury śladem, — gdy ta, wiecznie żywa,
Która w mem sercu przebywa,
Wie to, że życie w które już nie wierzę,
Równa się dla mnie śmierci jej ofierze! —



Canzona XXV.

W pierwowzorze miejscami bardzo przesadna.


Milczeć nie mogę — a znów strach mię: czyli
Wydoła słowo iść z mem sercem w parze?
I czy ja godnie wyrażę
Cześć tej, co z Nieba pieśni mojej słucha?
Do mnie Miłości! Jeśli w mym zamiarze
Jest myśl zuchwała, co w doczesnej chwili
Rzecz wieczną wskrzeszać się sili,
Ty racz jej dumę zgiąć w skupienie ducha —
Miłości! w tobie jedna mi otucha! —
Świat cały wiosną śmiał się nam radośnie,
Gdym ją raz pierwszy ujrzał. Wtedy, pomnę,
Powziąłem żądze niezłomne
(A to się stało także w dni mych wiośnie)
Mą pieśń jej święcić — gdyż mi się wydało:
Że się w jej serce wkradnę moją chwałą.

Mleczną twarzyczkę miała, włos świetlany,
W usteczkach perły, — a z tych ust świeżości
Tchnienie, jak można najprościej
W serce mi zbiegło, i już tam zostało —
W tem — patrzę — zbrojny Bóg w jej oczach gości,
I ten tak srogie w pierś mi zadał rany.
Że jeszcze dotąd, bez zmiany
Jakby dziś było, krwawię jego strzałą —
Niestety — razem dano w pierś jej białą,
Z diamentu serce, w którem sama jedna
Panować chciała, niby król nieczuły, —
A mnie po głowie się snuły
Myśli: że ból mój pychę jej przejedna —