Strona:PL Felicyana przekład Pieśni Petrarki.djvu/257

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Teraz, przez smutny rozdział u mogiły,
Pierwsza króluje w modrej gwiazd przezroczy,
Druga pod ziemią śpi, przymknąwszy oczy
W których miłosne blaski Niebem lśniły!
Słów urok, uśmiech tej nieziemskiej córy,
Jej wdzięczna postać, przypomnieniem której
Serce mi dotąd krwawi najboleśniej.
Znikły — i jeśli duch się we mnie chwieje
Iść w siad mej Laury, to, że mam nadzieję
Jej wzniosłe imię módz uwiecznić w pieśni. —



Sonet 257.


Gdy smutny spojrzę w tył, za temi laty,
Co z sobą wzięły duszy mej okowy,
Serce z mej piersi, myśl ognistą z głowy —
Spokój mi śmierci dając trybem spłaty;
Co mi rozwiały marzeń rój skrzydlaty,
Co dobro moje dzieląc w dwie połowy,
Jedną do Nieba drugą w dół grobowy
Wzięły — za cały zysk mi dając straty;
To wszystko duch mój gdy obrachowywa,
Żal mi samego siebie — bom obrazem
Najnędzniejszego przed najnędzniejszemi!
O moja dolo stokroć nieszczęśliwa!
O dniu ty błogi i okrutny razem[1],
Jakżeś mię w Niebo wzniósł i wbił do ziemi! —



Sonet 258.


Gdzie czoło, które chmurą i pogodą
Pierś mą wzruszało tak, że wiecznie drżała?
Gdzie z pod brwi ciemnych gwiazd świetlana chwała,
Co mi złociła drogę życia młodą?
Gdzieś ty przedziwna duszy jej urodo:
Dostojne myśli, mowo doskonała,
Skromności wzorze? Gdzie te wdzięki ciała,
Co mię, bywało, jak na pasku wiodą?

  1. 6-ty Kwietnia, w którym po raz pierwszy ujrzał Laurę i w którym także umarła.