Strona:PL Felicyana przekład Pieśni Petrarki.djvu/245

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


A w jasnych splotach jej świeci
Urok, jakiego język nie wypowie!
O! duszę moją, oplącz w blask ich złoty —
Zanim nieszczęsny umrę od tęschnoty!

Nic mię wywikłać z sieci mej nie zdoła!
Nawet już teraz i zrządzenie Boże
Wziąść z mojej duszy nie może
Słodkosrogiego Laury mej widziadła,
Co w miejscu każdem i o każdej porze
Nawiedza myśl mą, bądź to, gdy do koła
Kwiecisty Maj krasi sioła,
Bądź gdy zieloność zwiędła z drzew opadła
Jednak — niestety — odkąd śmierć wybladła
Zerwała więzy, z których w każdej dobie
Być wyplątanym tak się mocno bałem.
To więcej w życiu już całem
Nie mam się czego bać — bo mówię sobie:
— Toćże już przecię Laurę mą straciwszy,
Czyliż być mogę jeszcze nieszczęśliwszy? —

Miłości! brou twą przeciw mnie niech zliczę:
Te z oczu Laury celne w serce strzały,
Co umysł mój przerażały,
(Gdyż ziemskie środki cóż wbrew Niebu znaczą?);
Uśmiechu ust jej słodkich wdzięk nieśmiały;
Rozumem wzniosłym zdobne w blask oblicze,
I, owe słowa dziewicze,
Zdolne w szlachectwo duszę wznieść prostaczą;
I tę, co była wszystkich dziew rozpaczą
Anielską postać, zbiegłą z Niebios w gości:
I to obejście, tak urocze błogo,
Że niema pewnie nikogo
Coby jej nie czcił..... Słowem, o Miłości!
Oto, czem w pierś mą cios dawałaś krwawy.....
Teraz — bezbronnaś, a jam — bez obawy!

Tych, których tobie los na pastwę dawa,
Wiąż jak chcesz nadal, samowładco człeczy!
Ale już nie jest w twej pieczy