Strona:PL Felicyana przekład Pieśni Petrarki.djvu/224

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


W świetlanych blaskach Przedwiecznego Pana
Ta, której chwała w świat przezemnie dzwoni.
Serce mi tęschne z piersi zbiegło do niej
Wabione przez nią! Teraz— cóż za zmiana!
Jakże swawolnie przez nią jest deptana
Murawa, szkląca od łez moich toni!
Ona tam chodzi, i tam chodząc rzecze:
— Do mnie! o! do mnie! Gdzie ty smutny człecze,
Połykający łzy twe i nadzieje? —
Ona się ze mnie do rozpuku śmieje!
Ona mi serce żywcem w lód zanurza!
O błogie, chłodne, uśmiechnięte wzgórza! —



Sonet 206.


W odpowiedzi na Sonet Jana de’ Dondi poczynający się od słów „Jo noa so ben se io vedo quel che veggio.“ Jak się zdaje, idzie tu o poradę, w przedmiocie wyboru pomiędzy miłością ziemską a zwróceniem się ku Niebu.

Żal mi cię! strach też — by nie było gorzej!
Ku czemu gładki szlak wabiąco służy,
A także myśl ta, żebym twej podróży
Wspólnikiem nie był, mnie samego trwoży!
Wstyd jest spokoju szukać wśród bezdroży,
Walka zaś nieraz duszę na śmierć znuży.....
Lecz w niepewności pocóż gnuśnieć dłużej?
Stań się, co w Górze zdarzył wyrok Boży!
Więc choć zaszczytem płonnym pewnie będzie
Twa we mnie ufność (w czem być możesz w biedzie,
Gdyż człowiek rzadko zdrowy wzrok posiada),
Jak najżarliwiej, z czystych cnót pobudki,
Ku Niebu dążyć — oto moja rada;
Gdyż droga długa, żywot zaś jest krótki! —



Sonet 207.


Przypomnienie jakiejś schadzki z Laurą, w obecności kogoś, równie wiekiem jak dostojeństwem poważnego.

Dwie w Rajskim Sadzie rwane róże świeże,
Pewnego — pomnę — dnia Majowej chwały,
Mąż dostojeństwy ze wszech miar wspaniały
Młodym kochankom dwojgu dał w ofierze