Strona:PL Felicyana przekład Pieśni Petrarki.djvu/223

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Mogłabyś wyrzec, zaniechawszy wzgardy;
— Jeślim ja dumna — może on być hardy,
Jeślim ja piękna — toż on słusznie kocha! —



Sonet 203.


Na wiadomość o chorobie Laury.


Ten Bóg, przed którym na nic się nie zdało
W bok umknąć, skryć się, mieć się ku obronie,
Z mej Laury oczu, w których słońce płonie,
Wprost mię gorącą raził w serce strzałą.
Z tej, śmierć już mając, gdym chciał istność całą
Za szczęście mieniać, on, zazdrosny o nie,
Zdarzył, że inny cios przez inne dłonie
Zdrowia niemocą raził Laury ciało!
Obie mię rany jednakowo bolą,
To łzawym chłodem, to przez żadz gorąco —
Gdyż jakbądź kochać Laurę złą jest dolą
Jednakże, kiedy widzę ją cierpiącą,
Poprzez złe losy idąc wprost przebojem,
I jej cierpieniem kocham ją i mojem. —



Sonet 204.


Po jakiejś schadzce z Laurą.


Wróć udręczone serce na to wzgórze,
Kędyśmy wczora Laurę zostawili —
Łaskawą była..... a dziś, nie wiem, czyli
Znów mię pogrążyć nie chce w smutku chmurze!
Tam wróć, grożącą by zażegnać burzę!
Próbuj sposobnej w czas dopatrzeć chwili,
Mej śmierci wyrok Laura niech uchyli,
Lub choć jej wszystek ból mój niech wynurzę.
— Milcz! Sameś winien samobójstwa zbrodni.
I sercu twemu nie skarż się twej biedy
Mową bezmyślną a zarozumiałą!
Bo czy ty sądzisz, że, gdyś odszedł od niej,
Z sobą je wziąłeś? — Wcale nie — toż wtedy
Ciebie odbiegłszy, ono z nią zostało! —



Sonet 205.


Cieniste wzgórza chłodne, pełne woni!
Wśród was siedziała, nucąc zadumana