Strona:PL Felicyana przekład Pieśni Petrarki.djvu/163

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Przejmuje drżąca, — to tak samo zemną.
W miarę jak coraz górniej jest wzniesione,
W ślad za niem ja także płonę
Coraz potężniej, a kiedy już w ciemną
Zachodu skłania się stronę,
Tęschno mi myśleć: że na czas niejaki
Ożywczy krok swój zwraca w inne szlaki.

Wy uśmiechnięte wonnych róż rozkosze,
W misternej wiązce pasm, jak słońce złotej,
W was ja urocze wdzięki widzę czyje?
Czyż nie tej, której obraz, wśród tęschnoty
Serdecznej, zdawna w duszy głębiach noszę?
Jej włos świetlisty, co się w falach wije
Najbielszą w świecie opływając szyję.
I te cudowne, jakich żadna jawa
Zjiścić nie zdoła, Laury boskiej lica?
A gdy mię jaki zachwyca
Przyrody widok — toż mi w myśli stawa
Urocza wraz okolica,
A z nią wiosenna chwila też niezwykła,
Gdy się w jej splotach serce moje wikła.

Probować zliczyć gwiazdy niebokręga,
Lub morza krople, — wyszłoby na jedno,
Co chcieć wyśpiewać wszystkie mej bogini
Wdzięki, przy których najświetniejsze bledną
Blaski, i wszelka za nic jest potęga!
To mnie jej życia cieniem niemal czyni,
Że jest niezbednem bym był zawsze przy niej.
Nawet — gdzie spojrzę — obraz jej uroczy,
Czy bym niebieską szedł czy ziemską drogą,
Tak opromienia mię błogo,
Że nie wiem: czy już nie chcą moje oczy,
Czy też już widzieć nie mogą
Nic więcej nad nią, tak jak i westchnienia
Wzywać innego, tylko jej imienia.

O pieśni moja! toż twojemi dźwięki
Głośno najgłębsza myśl się wypowiada,