Strona:PL Felicyana przekład Pieśni Petrarki.djvu/160

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Śmierć jej niemal jest wesoła!
Bo czyż dusza moja zdoła,
Wśród spokojniejszej, w milszej gdzieś ustroni,
Lub w ciszy równie głębokiej,
Odbiedz na zawsze utrudzone zwłoki?

Może zwykłą kiedy drogą,
W te urocze zbiegłszy strony,
Laura zasięgnąć zechce o mnie wieści,
I tam, gdziem w jej postać błogą
Patrzał niegdyś zachwycony,
W swej ciekawości śledząc mię niewieściej,
Już jedynie — o boleści!
Ujrzy kamień grobowiska —
Wtedy może, mej katuszy
Tak serdeczny żal ją wzruszy,
Że mi tem jednem zbawczy raj pozyska,
I ku niebu zwróci lice,
W zasłonę tuląc pełne łez źrenice.

Pomnę — z drzewa, w owej dobie,
Wiatr, wstrząsając liści fale,
Deszcz kwiatów sypał na jej skroń, a ona
Najspokojniej stała sobie,
Skromna w tak niemałej chwale,
Światłością błogą wskroś opromieniona.
Tak ich dużo u jej łona,
W jasnych splotach tak ich wiele
Pozostało, że się zdała
Klejnotami iskrzeć cała.
Ten jeszcze kwiatek u jej stóp się ściele,
Ten w powietrzu, nim padł na nią,
Zda się szeleścić: „Miłość tu jest panią.“ —

Wtedym nieraz myślał skrycie
Dziwną grozą owładnięty:
— Toż pewnie tylko snów są rajskich dziwa! —
Tak w zapomnień mych zachwycie,
Boskie twarzy jej ponęty.
Uśmiech, co słodkim dreszczem wskroś przeszywa,