Strona:PL Felicyana przekład Pieśni Petrarki.djvu/154

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Niemniej tys mój jest, — bo mi Pan w niej dawa
Starszą sióstrzycę jedynie —
Imię jej Cnota—jak mnie imię: Sława. —

Język mój przecież po niejakiej chwili
Mówienia zdolność odzyskiwać zacznie,
Gdym spostrzegł, że tamta Zgóry
Swym słodkim wzrokiem we mnie patrzy bacznie;
Więc rzeknę: — Jeśli słuch mię mój nie myli,
Błogosławiony ojciec takiej córy,
I czas ten cały, przez który
Świat obiegałem, by cię ujrzeć pani!
I jeślim kiedy zmylił prostą drogę,
Ból mi ztąd większy niż wyrazić mogę.
Cóż dalej? O! niech wybrani
Do końca walczą z duszy mojej troską! —
Ona mi na to: — i w tem, tak wesołem
Światłem rozjaśni twarz boską,
Że je wprost w serce wraz z jej słowy wziąłem:

— Tak jak przedwieczne chcieć raczyło Bóstwo,
Obieśmy wzięły nieśmiertelność w dziale —
Ale czy bodaj nie po to:
By nas śmiertelni precz odbiegli wcale!
Młode i piękne wiecznie, wiernych mnóstwo
Miałyśmy niegdyś, lecz dziś — o sromoto!
Patrz! ta rozwija już oto
Skrzydła, by w Niebios wrócić dom wyniosły —
Wiedz też: żem wreszcie i ja, siebie samej
Cieniem jest tylko! — Tu do niebios bramy
Nim i ją stopy uniosły,
Rzekła: — z odejścia mego nie miej trwogi —
W tem w gaju Chwały uszczknie pręt laurowy,
I z niego wieniec mi błogi
Własnemi dłońmi splecie w koło głowy,

Piesni! gdy ciebie ktobądź nazwie ciemną,
To powiedz: — Tak jest. Jam z mym wieszczem w zmowie,
Pieśń inna, nierównie śmielej,
Co mnie nie wolno mówić jest, wypowie.