Strona:PL Felicyana przekład Pieśni Petrarki.djvu/116

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ballata VI.
Do Laury.


Jakbądź mi Lauro z twojej woli wzięto
Oblicze twe ukochane —
To niemniej zawsze twoim ja zostanę.
W splotów mię bowiem twych słoneczne pęto
Amora wplątała zdrada,
A w oczy srogość dano ci zawziętą,
Co mi wskroś serce przejada,
I blask przy którym jasność dnia jest blada —
Tak, że o twojej postaci
Myśląc, samego siebie człowiek traci.
Teraz, gdy z własnej, srogiej twej podniety,
Rozbrat z widokiem twym biorę,
I z braku światła oczu twych — niestety!
Serce mi staje się chore —
Jakbądź to nie źle bywa umrzeć w porę,
Powiedz — wszak jeszcze zbyt rano.
By mię z męczarni życia wywikłano? —



Sonet 46.


O! wdzięczny krzewie, który lat już tyle
Czczę, iż mi cień twój być przychylnym raczy,
U stóp którego, duszy mej prostaczej
Tak długo kwitły błogich złudzeń chwile —
Toż dziś, zbudzony nagle a niemile
Wiem, żeś inaczej mógł, a chciał inaczej;
Więc czyż być może dziwnem, że w rozpaczy,
O smutnej doli mojej mówiąc, kwilę?
Co też powiedzą tacy, co słyszeli,
Żem dawniej szczęścia głosił hymn, jeżeli
Dziś zmienność Lauru pieśń mą onieśmieli?
Ha! niech go świata sądzi Pan! Toż przecię
Nie wprzód się wieńczyć w jego liść poecie,
Aż znów go dawnym sobą spostrzeżecie. —



Sonet 47.


Sonet ten, w dziełach Mickiewicza, jest parafrazą, nierównie piękniejszą od pierwowzoru.

Święć się rok, miesiąc, dzień, i bądź mi święta
Godzino, chwilo tego dnia, a dla niej