Strona:PL Felicyana przekład Pieśni Petrarki.djvu/114

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Tem, czem mu każda inna była wstrętną.
Lecz gdy się za nią wśród zacieni czaję,
Grzmiący mi zdala głos przeraził uszy:
— Niestety! tędy droga wprost w rozstaje! —
Co tchu się wtedy pod cień buku chronię.
Tam zaś, gdy dumam, wskroś mię zdjęły dreszcze
Nad zgubą własną: więc zaplótłszy dłonie
Wróciłem nazad — póki pora jeszcze. —



Ballata V.


Płomień, com mniemał że go już stłumiły
Chłodniejsze tchnienia i lat rwista fala,
Znów srogą mękę w duszy mej rozpala.
Nie całkiem, widzę, zbył pożerczej siły,
I pod popiołem iskra gdzieś tlejąca
Znów klęski wznieca, które bodaj były
Coraz choć lżejsze! Toż od łez tysiąca
Które przez oczy serce z siebie strąca,
Tym ogniom co mię trawią nie od wczora
Do samej rdzeni zgasnąćby już pora!
Wiecież, o drodzy moi! czem się stawa
Że mi z własnemi skłócić się oczyma?
(Spóźnionych pociech oto korzyść łzawa!)
Tak jest — Amora sprawka to ojczyma —
On tak zdradziecko w swych mię siatkach trzyma.
Że gdy już uciec zbieram kroki rącze.
Znów mię widokiem Laury mej oplącze. —



Sonet 43.


Mowa tu o jakiejś chybionej schadzce.


Jeśli z trawiącą serce żądzą ciemną
Licząc się, własny duch mię mój nie myli,
To właśnie dziś się doczekałem chwili,
W której zlitować miano się nademną.
Alić na niebie tyle chmur! Daremno
Do ust się owoc pożądany chyli —
Ryk Lwa grzmi w dali — a ja nie wiem, czyli
Zdołam tej klątwy zwalczyć moc tajemną?
Niestety! wątpię. Za to wierzyć muszę.
Że mi tem mocniej chcąc udręczyć duszę,
Ku tej mię zdradnej Amor wiódł otusze.