Strona:PL Felicyana przekład Pieśni Petrarki.djvu/044

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dzo zestawienie tego rubasznego prostaka (zwłaszcza też jako poety), z takimi, jak ci trzej, Mistrzami ustalonego przez ich genijusz raz na zawsze słowa; ale też go jedynie jako twórcę języka do wzrostu ich przymierzam — w tym zaś względzie — przekonamy się poniżej — o wiele on ich zasługą swoją przewyższa.
Nawiasem nawet mówiąc, jeśli już nie sam język, ale wdzięczne sposoby jego użycia i stosowania na uwadze mieć zechcemy — tedy na tem polu, jak mniemam, Kochanowski znowu daleko ich poza sobą zostawi. Tego już zbliżyć z nimi mniej jest śmiesznem — w znacznej mierze był nawet ich uczniem, i to takim jeszcze, z którego słusznie chluby szukać mogą. Otóż co do niego, wątpliwości nie ulega, że w narodzie naszym on pierwszy i to sam jeden, pracę pomiędzy tych trzech Mistrzów podzieloną wziąść na siebie był zmuszony, i przyznać mu to trzeba, równie zwycięzko się jak oni z zadania swego wywiązał. Bowiem, z tego tak jeszcze nieokrzesanego wyrostka, który u Reja, dopiero — że tak powiem — siłą pięści uznania się dorabia, on już gładkiego nad podziw młodzieńca wyhodował; w chwale cnót obywatelskich, w pogodnej swobodzie ziemiańskiego żywota, w powadze rycerskości i modlitwy go wyćwiczył w powabach mowy potocznej, wytwornych wyrażeniach i wszelakim wdzięku, w misterstwie gędźby i barwnego obrazowania; wreszcie, do tkliwych uczuć go przyuczył —aż w końcu (rzecz przed nim nie bywała!) do kochania go zaprawił. Słowem, bez przenosili już mówiąc — językowi poetycznemu, w miarę potrzeby, dał siłę, obrazowość, słodycz, zręczne zwroty, — zmuszony wszystkie nawet formy poetyckie własnym wyrabiać przemysłem, bo i przed próbami dramatu się nie zawahał — aż wreszcie, nieszczęście dobyło z niego rozdzierające dźwięki najcudowniejszych w świecie elegij.
Cóżkolwiekbądź, język przez niego wytworzony, acz nie dalej jak z Szesnastego — pochodzący Wieku, o wiele więcej od dzisiejszej piśmiennej odskakuje mowy, niźli język trzech Włoskich Mistrzów Czternastego Stulecia.
Byłoby to dziwnem, a nawet niepojętem, gdybyśmy istotnie wierzyć musieli, że oni, równie jak Rej i Kochanowski, wszystko tu dopiero do zrobienia mieli. Tymczasem, właśnie z tego domyślać się godzi, że w pewnej mierze do gotowego już przyszli. Domysł ten zaś w pewność się zamieni, skoro się bliżej nad tą rzeczą zastanowimy. Wystarczy na to, przebiedz w krótkości dzieje wywijania się Włoskiego języka z łaciny, której jak wiadomo,