Strona:PL Felicyana przekład Pieśni Petrarki.djvu/029

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


kami Luberonu. Zewsząd jest ona spiętrzonemi opasana skałami, i ztąd poszła jej nazwa Zamkniętej Doliny (Vaucluze, Vallis clausa, Val chiusa). Ze skał tych, kilka zwieszonych w powietrzu wytrysków będących źródłami Sorgi, zlewa się tam w jedną czarę olbrzymią, zkąd, przebierając przez brzegi, płynie już dalej strumieniem coraz szerszym, tworząc w tysiącznych skrętach czarodziejskie krajobrazy. Według wszelkiego podobieństwa, domek Petrarki znajdować się musiał w pobliżu wodospadów, ale gdzie mianowicie? obecnie rzecz jest sporna. Zdaje się, że na jegoto miejscu stoi dziś dźwignia fabryczna — bowiem w tych czasach ludno tam a hałaśliwie. Strumień wprzężono w koła licznych rękodzielni, za oglądanie wodospadów i pieczar płacić trzeba dwa franki. Ale za dni Petrarki, pustelnia to była, której odkrycie, sumiennie jemu pierwszemu zawdzięczać się godzi. Do tej samotni, jak sam powiada, chronił on się przed Laurą, „od której nie umiał być daleko, a blizko niej być nie mógł.“ W tych miejscach mu się ona przywidywała — bo ani na chwilę nie przypuszczam, żeby tam kiedy osobiście być mogła, ona, dama wielkiego świata, z Olimpu swego dworskiego, w tej Arkadyi pastuszej — zresztą zazdrośnie strzeżona, i sama bardzo dbała o swą dobrą sławę. Do tego, jeśli gdzie spotykamy (bardzo rzadkie zresztą), napomknienie, że się z Awinionu wydalał a— Petrarka zwykle wtedy tęskni bez niej, lub się cieszy z jej powrotu — co zdaje się być wystarczającym dowodem, że nie w Wokluzie przez ten czas gościła. Jednak, o przedziwna siło wyobraźni! — toćże w Wokluzie on z nią najswobodniej przebywał, w tchnieniach wietrzyka słodkiego szeptu ust jej nasłuchując, w liści szeleście szmeru jej sukienki białej. To, bywało, przez zielone smugi uśmiechnięta szła ku niemu; to ją znów dumającą w cieniu drzew oglądał; to czasem nawet rąbki śnieżne, całkiem już po pastersku, w źródle Sorgi piorącą. Raz nareszcie, w jednej z najpiękniejszych swoich pieśni, którą aż Mickiewicz uznał godną naśladowania, mniemał być świadkiem jej niewinnej kąpieli w tych srebrzystych toniach: kiedy sukienki z siebie zwlokła, stała tak chwilę wsparta o drzewo, z którego wietrzyk deszcz kwiatów rozrzutnie na nią ztrząsał, — te zaś szeptały słodko Miłości Królowanie. W tedy, rozmarzony poeta, zapragnął w miejscu tem grób mieć kiedyś, w tej nadziei, że ujrzawszy go Laura, choć raz westchnie litośnie, i tem jednem, duszę jego udręczoną, do rajskich wkupi rozkoszy. Że mu się rzeczy te wszystkie śniły tylko cudownie, własne jego wreszcie