Strona:PL Faleński - Meandry (1904).djvu/128

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Tak nam rubasznie doskwiera,
I tak w nas trzeźwi sen o szczęściu złoty —
Jak posypany piaskiem list Loloty,
Co trzeszczał w zębach Wertera.


289.

Nie prędzej człeka mężem zową,
Aż gdy do korda drżą mu dłonie.
Więc — choć bezczynność moc twą chłonie —
Ty wiedz: że niegdyś, obcesowo,
Odkryto płeć Achillesową
W zgnuśniałem nawet dziewcząt gronie.


290.

Niceśmy z sobą na ten świat nie wnieśli,
I nic też z niego wziąć nie mamy prawa —
A niemniej, nawet biedak ten, co stawa
U wrót kościelnych, niebo zdobył, jeśli
Stróż-Anioł mu na grobie skreśli,
Że ręka w rękę szła z nim Dobra Sława.


291.

W świata drogę nieznaną
Idzie ziemskie pacholę...
Nie wie: czy mu złą dolę,
Czy też dobrą mieć dano —