Strona:PL Faleński - Meandry (1904).djvu/118

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Bo, jak pod niebem zgrozą sinem,
Odwieczny niegdyś bluźnierca,
Tchnął człeku w duszę brak serca —
Tak dziś, pokusy krwawym czynem,
Jest samobójca Kainem,
Co Abla w sobie uśmierca.


266.

Cóż warta modlitwa nie szczera
O dobro, przy którem, w złej wierze,
Sam z sobą człek czyni przymierze?
Więc własnych pożytków przechera,
Dopóty w swych szczęściach przebiera,
Aż sobie nieszczęście dobierze.


267.

Ach! Zoilu, miły panie!
Nie szydźże ty ze mnie, proszę.
Niech z mych myśli, choć po trosze
Coś w skarbonie tej zostanie,
W którą, wkładam przekonanie:
Żem jej dał swe wdowie grosze.

Jest o tobie wieść po świecie,
Żeś ty prześladowca człeczy,
I tej prawdzie któż zaprzeczy?
Mnie, ból serce głazem gniecie,