Strona:PL Faleński - Meandry (1904).djvu/087

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Młotek mi twardy siadł na głowie.
 Jam sługa — pytaj pana. —

— Czemu więc — tamta znów się żali —
 Wbijaniem we mnie sęka,
 Twa moc mię, młotku! nęka?
A on jej rzecze: — Pytaj dalej.
Mnie zmusza, twardsza od mej stali,
 Znająca cele ręka.

— Ach ręko! — tamta znów zawoła —
 Nie wbijaj w pierś mą ćwieka! —
 A ta jej tak odrzeka:
— Twej krzywdy jam nie winna zgoła,
Bom nie jest w służbie u Anioła,
 Lecz tylko u człowieka.


196.

Stróż ci dan jest w dróg odmęty,
Lecz mu wiernym bądź nieboże.
Bo, gdy zechcesz zejść w bezdroże,
On, bez twoich tchnień zachęty,
Odejść musi odepchnięty —
A nie zawsze wrócić może.


197.

Nad osła, konia, wołu, w całym świecie
Nieszczęśliwszego nikt nie znajdzie stadła.