Strona:PL Faleński - Meandry (1904).djvu/039

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Barwny na nich atłas świeci!
W bitwie z sobą, jak dzicz z dziczą,
Wymyślają, kopią, krzyczą —
Jednak... czyjeś to są Dzieci.


69.

O społeczności sztucznie głucha!
Kędy jedynie spór i zwada
Z sąsiadem łączy współsąsiada —
Gdzie wszyscy krzyczą, nikt nie słucha —
Wyjmijże sobie watę z ucha,
Bo każdy z was do siebie gada.


70.

Kapryśne losy, raz, pono
Coś i dla świni uczynią...
Wyryła w śmieciach pod skrzynią
Z pieniędzmi sakwę zgubioną.
Wtedy jej zaraz mówiono:
— Ach! Jaśnie Wielmożna Świnio!


71.

Któż zawiódł, Gmino, twe nadzieje?
Mówicie: — Pisarz — to nasz złodziej! —
A on wam prawi jak najsłodziej:
— Wyście zaś moi dobrodzieje.
Ja orzę gęsią, piasek sieję,
I niemniej złoto mi się rodzi.