Strona:PL Faleński-Meandry.djvu/65

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Tkwi jedynie trwałych cnót ponęta
W duszy pięknie, które ani zblednie
Przy gwiazd blasku, ani zmierzchnie we dnie.
Lecz jest dobrze, jeśli kto pamięta:
By nie tylko pięknym był od święta,
Ale także i na dni powszednie.


189.

Gdy się z grzechami policzem,
To, każdy świt krwawej zorzy,
W prochu nam skroń upokorzy.
Bo wszak i z piętnem zbrodniczem
Attyla nawet — był biczem
W prawicy Bożej.


190.

Pijemy gorycz z pełnej czaszy —
A serce w nas nadzieją schnie,
Słusznie to niegdyś w lepsze dnie,
Rysiński Ojców naszych straszy:
„Nie będzie dobrze w Polsce naszej —
Aż wprzód nie było bardzo źle.”

Więc wreszcie źle jest, co się zowie...
A kiedyż, wznosząc skroń pochyłą
Ponad Pradziadów swych mogiłą,
W orzeźwiającej serc wymowie
Rzec będą mogli potomkowie:
Że Złe się już odbyło? —