Strona:PL Faleński-Meandry.djvu/55

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


To, choć w nim coś jak światłem gore,
Niemniej przyznali mu współcześni:
Że z jego tchnień zrodzone pieśni,
Wraz z nim są na bezkrwistość chore.

Więc, gdy raz nie wstał ze snu rano,
Nie bardzo byli żalem zdjęci.
Tylko się czyn ich tem uświęci:
Że w księgę spraw z milczenia znaną
Dość nie wyraźnie go wpisano,
Sypiąc nań piasek niepamięci.


156.

Gdy nad tobą zwątpień moce
Skrzydeł mrok rozpostrą,
Ty się trzymaj ostro.
I choć klęska w pierś twą grzmoce,
Z sobą samym walcz w pomroce
Unguibus et rostro!

A gdy święcąc walk twych znoje,
Jak przed błyskiem korda
W puch lecąca Horda,
Poszły precz gdzieś złości twoje —
To się pięścią bijąc w zbroję
Wołaj: — Sursum corda!

Bo w ten szyk, co w boju słynie
Walką bez przyłbicy,
Wódz promienno-licy
Dał ci na to wejść jedynie,
Byś mógł w śmierci rzec godzinie:
Veni — vidi — vici!


157.

Dziś żyj! Dziś pracuj! Niech cię nic nie dziwi:
Że drudzy jutra nadzieją,