Strona:PL Faleński-Meandry.djvu/22

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


 
Cóż tam smutne wieszczby czyje!
Perły owe — ach! mój miły!
Oby mi się choć wyśniły.
Niech je noszę póki żyję,
A gdy umrę, to na szyję
Włożysz mi je do mogiły.


56.

Gra wyobraźnia ze mną, niby w karty
Dziewczątko ładne.
To błyskiem oczu, to przez wdzięki zdradne,
To znów trefnemi żarty,
Tak mnie usidla wspólnik ten nic warty,
Że nawet nie wiem, kiedy w płatkę wpadnę.

Wreszcie, szachruje — i tą marną pracą
Zgrywa mię, gnębiąc jak drapieżna kania...
Niemniej jej uśmiech słodki wciąż mię skłania
Nie tylko grać z nią dalej Bóg wie na co,
Lecz jeszcze bawi mię — gdy to ladaco
Zachęcam do oszukiwania.


57.

Z odmętów życia dąż do brzega,
Gdzie wabi w przystań Dobra Sława.
Lecz dróg tych, z Odwiecznego Prawa,
Jakaż jest Alfa i Omega?
— Niech tego człek się sam wystrzega,
Co mu się w drugich złem wydawa.


58.

Ten ma nad czołem błysk tajemniczy,
Kto dbając o to, aby się stała
Zwycięzka Panu na ziemi Chwała,
W trudach walk, w pracy, w znoju, w goryczy
Cierpliwie myśli, cierpliwie życzy,
Cierpliwie działa.