Strona:PL Faleński-Meandry.djvu/16

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.



34.

Byle za słońca wiekuistą chwałą,
Która ci może skrzydła nawet spali,
Podążyć co najdalej.
Nie żal, jak Ikar, w niebo wzbić się śmiało —
Choćby się potem i utonąć miało
Wśród zapomnienia fali.


35.

Jak gdy cię rankiem budzi jawa,
By precz odeszły senne dziwa,
Których jest matką noc pierzchliwa —
Tak i przez Mądre Zrządzeń prawa,
Gdy życie snem się przykrym stawa,
Śmierć obudzeniem z niego bywa.


36.

Czyś się w sukmanie zrodził, czy w zbroi,
Czasem cię, lada różnica,
Potępia albo zaszczyca.
Gdyż się dowiedzcie kochani moi:
Iż wart jest więcej chłop, który stoi,
Od uklękłego szlachcica.


37.

Gdyby mógł człowiek znać, wchodząc w życie:
Od kiedy istnieć przestanie —
To wtedy, każdej chwili działanie
Ważyćby chciał należycie.
Lecz, śmierć — mówicie —
Przychodzi niespodziewanie…

Tak. Lecz to raczej tego jest wina,
Który się jej nie spodziewa,