Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom III.djvu/92

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Gdzie złotych skier tysiące
Rozsiewa słonko płonące,
Suszyłam właśnie purpury,
Kiedy krzyk jakiś ponury,
A przeraźliwy ogromnie,
Doleciał z pojękiem do mnie —
Szloch, szloch tak dziwny, krzyk,
Jaki wyrywać się zwykł
Z nimfy Najady warg,
Gdy śród łkających skarg,
Pędzona biczem trwogi,
Przez leśne ucieka rozłogi,
Gdy Pan w trop za nią goni.
A potem w głębi ustroni
Głośnym zawodzi głosem
Nad swym nieszczęsnym losem,
Śród górskiej skarży się groty
Na jego rubaszne zaloty.


∗                    ∗
HELENA.

Ojej! Ojej!
O łupie cudzych łodzi,
Helleńskie branki wy!
Z ziemi Achajów
Do tych tu krajów
Jakowyś żeglarz przychodzi:
Nie zwodzi,
Łzom moim niesie łzy!
Moja to wina, moja,
Że w ogniu zgorzała Troja!
Jedynie przezemnie, jedynie,