Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom III.djvu/61

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Na rozburzone zapędzi ich morze.
Witaj nam, witaj! Czczę ciebie,
Niby tych władców na niebie!
Za twe uwielbiam bogactwa,
Za szczęście twojego władztwa.
Oto nadeszła godzina,
Gdzie cześć ma przed tobą się zgina
I hołdu śpiewa ci słowo:
Witaj nam, witaj, królowo!

Na scenę w otoczeniu niewolnic trojańskich zajeżdża

KLYTAIMNESTRA.

Trojanki, zejdźcie z wozu! Niechże mi pomogą
Te wasze oto ręce, bym zstąpiła nogą
Z karocy tej na ziemię. Naszych świątyń ściany
Frygijskie zdobią łupy, ja zaś ten wybrany
Kwiat dziewic otrzymałam, w trojańskiej krainie
Zdobyty — dar za córkę, która leży ninie
W mogile, dar niewielki, lecz dom zawsze stroi.

ELEKTRA.

Nie wolno-ż i mnie, matko, tknąć się dłoni twojej
Szczęśliwej? Wypędzona z domostwa rodzica,
Pod biednym żyję dachem! I jam niewolnica!

KLYTAIMNESTRA.

Mam tutaj dosyć branek! Nie łudź się daremnie!

ELEKTRA.

Azali i ty branki nie zrobiłaś ze mnie?
Twym łupem ja się stałam, gdy nasz dom złupiono —
Tak samo, jak i sierot tych pojmane grono!

KLYTAIMNESTRA.

Nikt inny, tylko ojciec sprawy to wiadome —
Ugodził w mych najdroższych! Uknuć miał oskomę