Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom III.djvu/338

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Albowiem ojca pomścił z swojej własnej woli,
Zabiwszy bezbożnicę, sprawczynię tej doli.
»Zamordowawszy męża« — tak rzekł w mowie swojej —
»Sprawiła, że już nikt tu ręki nie uzbroi
I w pole nie wyruszy, bo jest pełen trwogi.
Że, dom swój opuściwszy i wróciwszy z drogi,
Swe łoże zbezczeszczone niewiarą zastanie«.
Szlachetnym to się ludziom podobało zdanie
I nikt już nie przemówił... Brat wystąpi wtedy
I rzecze: »Wy, mieszkańcy Inachowej schedy,
[Wy, przedtem Pelasgowie, teraz Danaidzi,]
Słuchajcie: »Matkę-m zabił, nie — tak mi się widzi —
W obronie tylko ojca, lecz i w waszej sprawie.
Bo jeśli białogłowy nie będą w obawie
Zabijać swoich mężów, jeśli rzecz to zbożna
Dla niewiast, to zawczasu grób wam kopać można
Dla siebie, lub do kobiet pójść w pachołki podłe
I postępować sobie wręcz na inną modłę,
Niżeli wam się godzi... Zginęła przezemnie
Kobieta, która, męża zdradziwszy nikczemnie,
Zadała śmierć mu potem. Zakon podepcecie,
Mordując mnie i was też niema już na świecie,
Tak będzie wciąż przybywać zuchwałości czelnej«.
Rzekł pięknie, jednak tłumu jego wywód dzielny
Przekonać nie przekonał. Zwycięstwem się cieszy
Ów podlec, co tak głośno zażądał od rzeszy
I twej i brata śmierci... Od kamienowania
Zaledwie was ten wyrok dzisiajszy ochrania:
Orestes przyobiecał, że śmierć sobie zada
I tobie własną ręką jeszcze dziś... O biada!
Pylades go ze sądu cały we łzach wiedzie,
I we łzach towarzyszą im przy tej biesiedzie