Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom III.djvu/281

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


O gorzka tych uścisków rozkoszy! Jak płoną
Jest radość z ciebie, broni ty moja! Co zrobię?
Czy rzucić cię mam dzisiaj, czy też cię przy sobie
Zatrzymać? Obijając się o moje boki,
Powtarzać mi wciąż będziesz bez końca i zwłoki:
»Mną-ś dzieci zamordował i żonę, a przecie
Z dzieciobójczynią chodzisz!...« Cóż ci powiem, świecie,
Że nadal dźwigam broń tę?... Zbywszy się oręża,
Co w Grecyi tak przepięknie, bywało, zwycięża,
Ulegnę swoim wrogom i sromotnie skończę.
Dlatego też zatrzymam te bełty obrończe.
W tem jednem niech mnie jeszcze twoja pomoc wspiera,
Tezeju! Do Argosu ze mną chodź, cerbera
Powiedziesz ze mną razem, bo z rozpaczy zginę
Po dzieciach, sam zostawszy w tę żalu godzinę.
O ziemio Kadmosowa, o wszystki narodzie
Tebański! Ostrzyżcie się! Po tej mojej szkodzie
Żałobę czarną wdziejcie, u ciał moich dziatek
Zgromadźcie się i łez swych lejcie podostatek
Po zmarłych — a i po mnie! Patrzcie, co się święci:
Wszyscyśmy wraz zginęli, ręką Hery tknięci!

TEZEUSZ.

O podnieś się, nieszczęsny! Stłum-że łez tych zdroje!

HERAKLES.

Nie mogę! Snać stężały wszystkie członki moje.

TEZEUSZ.

Nieszczęście zwalić może najsilniejszych ludzi.

HERAKLES.

Ach! w skałę się zamienić! Tak mnie ból ten trudzi.