Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom III.djvu/272

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


AMFITRYON.

W lot wszystko szczezło, w lot!

TEZEUSZ.

I cóż on zrobił?

AMFITRYON.

Słał,
Słał, kiedy go napadł szał,
W truciźnie hydry zamaczane strzały —
Tak strasznie był oszalały!...

TEZEUSZ.

To dzieło Hery!... Któż przy trupach siedzi?

AMFITRYON.

Mój syn tak się biedzi,
Mój syn,
On, który w bogów gronie
Przeciw gigantom na flegrejskie błonie
Wyruszył zbrojnie
I w tej potwornej wojnie,
We walce tej
Zwycięski spełnił czyn.

TEZEUSZ.

Jej! jej!
Gdzież nieszczęśliwszy jest na świecie człowiek?

AMFITRYON.

Nie znajdziesz takich powiek,
Coby ci rzekły,
Że śród śmiertelnych niwy
Przebój widziały bardziej uciążliwy,
Bój bardziej wściekły!