Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom III.djvu/247

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


AMFITRYON.

Tak! Chyba że bóg jaki wskrzesiłby go z grobu.

LIKOS.

Idź, sprowadź ją tu zaraz, nie ma już sposobu!

AMFITRYON.

Spełniwszy twoją wolę, miałbym udział w zbrodni.

LIKOS.

Gdy tak cię to przeraża, będzie najdogodniej,
Jeżeli sam ja pójdę i matkę z synami
Z domostwa wyprowadzę! Służba! Ze mną sami
Do wnętrza! Chcę nareszcie mieć spokój po znoju!

AMFITRYON.

Idź! Idziesz, gdzie iść musisz! O twoim spokoju
Kto inny tu rozstrzygnie! Źleś poczynał sobie,
Więc złą weźmiesz zapłatę!... (Do Chóru): W odpowiedniej dobie
Dostaje się do wnętrza! Zaraz on nadepce
Na straszne, z ostrych mieczów złożone oklepce,
Plugawiec niegodziwy, co chciał inne dusze
Mordować!... Idę, starcy, gdyż zobaczyć muszę,
Jak trupem zbój ten padnie! Rozkosz to nielada,
Gdy wróg za ludzkie krzywdy pokarany pada.

CHÓR.

Oto już zmienia się los:
Potężny przed chwilą król
Kieruje drogi żywota
Do Hadesowych pól.
Cześć ci, o cześć,
Sprawiedliwości!
I wam, bogowie,