Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom III.djvu/110

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Że wróci, tą wędrówką wyćwiczon tułaczą,
Gdy losy jego mękom jakiś kres zaznaczą.
Lecz tego mi nie rzekła, czy szczęśliwy będzie
Gdy wróci, a i ja też nie chciałam w tym względzie
Zadawać żadnych pytań, wzdyć uradowana
Słowami jej, że swego odnalazłam pana.
Wieściła, że jest blisko gdzieś już między nami,
Na ląd ten wyrzucony z niewielu druhami.
Ach! kiedyż ty mi wrócisz?! Tak tęsknię za tobą!...
Ratunku! Któż to taki? Czyżby mą osobą
Zawładnąć chciał podstępnie synal Proteusza
I wysłał kogoś za mną?... Biedna moja dusza!
Tej chwili jak bachantka, lub jak chyże źrebię
Pobiegnę i w mogiłę co tchu się zagrzebię!
To jakiś dziki człowiek! Chce mnie porwać! Rety!

MENELAOS.

Dlaczegóż to obrazie szalonej kobiety,
Tak pędzisz ku krawędziom grobowca, gdzie ciasto
Płomieni się ofiarne? Stój! czekaj! niewiasto,
Twój widok tak mnie straszy, że mówić nie mogę.

HELENA (do Chóru).

Ktoś skrzywdzić mnie tu pragnie, zastępuje drogę
Do grobu, chce mnie pojmać, chce rzucić w książęce
Objęcia, w te tak dla mnie nienawistne ręce.

MENELAOS.

Nie jestem ja rabusiem ni sługą zbrodniarza.

HELENA.

A strój nosisz ohydny, który mnie przeraża.

MENELAOS.

Rzuć trwogę i pohamuj szybkie kroki swoje.