Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/90

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Wraz z twą macierzą,
Z którą dziś los cię tak skuł,
Że schodzisz w mogiłę świeżą,
W jej dół!

Na scenę zbliża się powoli, prowadzony przez służbę,
PELEUS (wołając już z daleka).

Was pytam się i tego, co mordować gotów:
Co znaczy to i po co? Od jakich to grotów
Ten dom nasz porażony? Bywało-ż w zwyczaju
Tak szastać się bez sądu? Czekaj, Menelaju!
I nie kwap się wbrew prawu! Dosyć mi tej biedy!

(Do pokojowca, który go prowadzi)

Ty — prędzej! Nie czas zwlekać. I jeżeli kiedy,
To dzisiaj, tak się widzi, chciałbym, by me ciało
W swe żyły jaknajprędzej młodej krwi dostało!
Tak, chciałbym przedewszystkiem — gdyż pora już nagli —
Być dla niej jako wiater przyjazny dla żagli.

(Do Andromachy)

Odpowiedz mi, dlaczego związali ci ręce
I wiodą cię, a z tobą to dziecię jagnięce?
Masz zginąć, jak maciorka, bom ja nieobecny
I pan twój jest daleko...

ANDROMACHE.

Oto w jaki niecny
Prowadzą mnie, patrz! sposób, mnie i mego syna —
Na śmierć!.. Cóż ja ci powiem, o starcze? Jedyna
Odpowiedź: Nie raz jeden prośby ja naglące
Syłałam ku twym progom! Nie, posłów tysiące
Szły k’tobie. Wiesz o sporze, który wszczęła ze mną
O, córka tego człeka, by mi dolę ciemną