Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/59

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Nad sobą? Zatrzymałabyś, litością zdjęta,
Ten płód krwawego zwierza, rozjuszone lwięta,
Czy precz wygnała z Argos? Nikt ci nie uwierzy.
A teraz, kiedy żaden z walczących rycerzy
Nie zabił mnie śród bitwy, choć takie w swej duszy
Żywiłem ja pragnienie, ten, kto mieczem ruszy
Przeciwko mnie, krew moją według obyczaju
Hellenów ściągnie na się. Mądrość tego kraju
Obdarza mnie swobodą. By ukarać wroga,
To miasto bogobojne nie obrazi Boga.
To masz jako odpowiedź! Co gdy usłyszano,
Zwać można mnie odważnym lub dać tchórza miano.
Tak sprawa ma się ze mną. Śmierci ja nie pragnę,
Lecz by wyżebrać życie, także się nie nagnę.

PRZODOWNIK CHÓRU.

Upomnąć chcę cię nieco, Alkmeno, byś dała
Mężowi temu wolność, gdyż taka uchwała
Zapadła w naszym grodzie.

ALKMENE.

A jeśli on zginie,
A my twemu się miastu nie sprzeciwim ninie?

PRZODOWNIK CHÓRU.

Byłoby tak najlepiej. Jak to stać się może?

ALKMENE.

Stanie się bardzo łatwo. Zaraz ci wyłożę:
Zabiwszy, przyjaciołom zwłoki jego zwrócę,
Skoro ich zażądają; ziemi nie ukrócę
O ciało to. W ten sposób zapłaci mi winę.