Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/426

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


W krwi jego się zanurzy!« O, haniebny wieniec
O śmierć własnego brata błagał ten młodzieniec!
A znowu Eteokles, patrząc ku świątyni
Pallady złototarczej, takie modły czyni:
»O pozwól, córko Zeusa, bym ostrze tej broni,
Niechybnie wyrzuconej z mej zwycięskiej dłoni,
Wpakował w serce brata! [Chcę zabić zbrodniarza.
Co kraj rodzinny niszczy!«] Tak on się wyraża...
A gdy, jak słup ognisty, wytrysnął do góry
Thyrseńskiej dźwięk trombity, hasło do ponurej
Rozprawy, w strasznym skoku oba przeciwniki
Rzucili się na siebie: niby one dziki,
Kły ostrząc, pianą wściekłą obryzgując szczęki,
Tak zwarły się te wrogi. Miotający z ręki
Włóczniami, przysiadali, kryjąc się za szczyty,
By grot żelazny chybił, daremnie użyty.
A gdy z nich jeden ujrzy nad obręczą tarczy
Źrenice przeciwnika, odrazu zawarczy
Swą włócznią, by, celując, utrafić go w usta,
Lecz wraz się okazuje, iż to praca pusta.
Gdyż oko w lot się kryło poniżej krawędzi,
Więc na nic się przeciwnik z swą dzidą rozpędzi
Patrzącym na tę walkę pot ociekał z twarzy
Może daleko bardziej, niż tym, co ten wraży
Staczali bój ze sobą. Wtem Eteokl, drogę
Uwolnić od jakiegoś chcąc kamienia, nogę
Wysunął z poza tarczy i na sztych wystawił.
Co widząc Polyneikes, długo się nie bawił,
Lecz zmierzył, w ręku mając swą argiwską włócznię,
I goleń nawskróś przeszył. Rozsierdził się hucznie
Z radości lud Danaów. Wtem pierwszy raniony,
Ujrzawszy Polyneika z widnemi ramiony,