Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/412

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


IOKASTE.

Czy już się na kopije zwarto z Argiwami?

GONIEC.

Na ostre, jeno Ares, który walczył z nami,
Silniejszy był od silnej Mykeńczyków roty.

IOKASTE.

Na Boga!... A Polyneik? Ten mój synek złoty
Czy żyje? Mów! Czy żyje? Jest jeszcze na świecie?

GONIEC.

Dotychczas żyje jedno i drugie twe dziecię.

IOKASTE.

Niech Bóg cię błogosławi! Lecz jak odparliście
Argiwów zbrojne siły? Z tą radosną iście
Nowiną, że kraj wolny, co tchu ja pospieszę
I — gadaj! gadaj! — starca ślepego ucieszę.

GONIEC.

Kreonta syn, gdy, stojąc na warowni szczycie,
Miecz czarny wbijał sobie do gardła, by życie
Poświęcić za ojczyznę, kiedy dla jej dobra
Umierał, rozstawiała twa latorośl chrobra
U siedmiu bram rot siedem ze siedmiu wodzami.
Ażeby wszelka baczność była między nami
Na ruchy wojsk argiwskich. Przy tym naszym grodzie
Konnica za konnicą stanęła w odwodzie,
Piechota ciężkozbrojna z tarczowników rzędem
Ażeby módz z pomocą przybyć jednym pędem
Najsłabszym miejscom muru, jeśli się okażą
Z warowni stromych blanków śledziliśmy wrażą