Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/405

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I dzieci twe rodzone. Haimon swą osobą
Tych ślubów żadną miarą wypełnić nie może,
Albowiem nie jest wolny. [Małżeńskie ma łoże,
Jakkolwiek do tej pory nietknięte.] A zasię
Ten chłopiec poświęcony w tak okrutnym czasie
Dla Rzeczypospolitej, ginąc jak najkrwawiej,
Ojczystą ziemię swoją od zguby wybawi.
O, przykry on zgotuje powrót dla Adrasta,
Natomiast wielką sławę dla własnego miasta,
Albowiem oczy hufców argiwskich przesłoni
Całunną płachtą śmierci. W tej nieszczęścia toni
Wybieraj to lub owo: Ojczyzny swej zgubę
Lub śmierć własnego syna. To wszystko! (Do córki) Ty, lube
Me dziecię, wiedź mnie do dom z powrotem. Nie duże
Miewają powodzenie wieszczbiarze i wróże!
Obrani są z rozumu, bo jeżeli muszą
Obwieścić komu przykrość, odrazu się z duszą
Spotkają wielce wrogą. A jeśli z litości
Chcą kłamać, wówczas bluźnią. Byłoby najprościej,
Gdyby sam Fojbos zechciał ludziom prorokować!
Wszak jego nic nie trwoży. Teraz, córko, prowadź!

PRZODOWNICA CHÓRU.

Kreonie, czemu milczysz? Głos ci zamarł w krtani!
Nie dziwno, i mnie samą ból i trwoga rani.

KREON.

Co mówić?!... Ja swych myśli nie ukrywam wcale —
W to zło ja się nie rzucę w niewczesnym zapale,
Dla miasta nigdy syna swego nie poświęcę!
Dla wszystkich przecież drogie biedactwa dziecięce
I niema tu człowieka, któryby miał serce
Powiedzieć: »Rad ja własne swe dziecko uśmiercę!«