Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/401

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Oszukać będzie łatwo, trzymają w ukryciu
To wszystko, oszukują sami siebie w życiu.
Szacunku nijakiego nie mając dla wieku.
Dla lat własnego ojca, nie chcieli cię, człeku
Nieszczęsny, puszczać z domu, tak, że rozjątrzony
I chory, klątwę-ś rzucił na swój płód!... Ochrony
Ich pragnąc, wszystko-m zrobił, wszystko-m im powiedział,
Daremnie!... Nienawistny uczynił się przedział
Pomiędzy mną a nimi, synami Edypa.
Lecz już się, mój Kreonie, krwawa zbliża stypa —
Z rąk własnych zginą obaj. Mnogie ludy padną,
Na trupach legną trupy. W śmierci matnię zdradną
Porwana, broń argiwska z kadmejską się zmiesza
Na żal i narzekanie: Tebańczyków rzesza
W boleści ginąć będzie. A i ty, mój grodzie
Rodzinny, niweczącej wraz ulegniesz szkodzie.
Zaginiesz, jeśli mego nie posłuchasz słowy.
Nasamprzód nie powinna żadna Ojdipowa
Latorośl ni na tronie siedzieć, ni też zostać
W tej ziemi. To szaleńcy! Zniszczą kraju postać.
Zagładę nań sprowadzą. Że złe górę wzięło
Nad dobrem, jedno tylko pozostanie dzieło.
Co mogłoby nas zbawić — ja go nie wyrażę.
To dla mnie niebezpieczne, a i ci szafarze
Powszechnej pomyślności, którzy z losów woli
Ocalić mają miasto z tej krwawej niedoli.
Zapewne, usłyszawszy, nie małej goryczy
Doznaliby w swem sercu.. Szczęścia tobie życzy
Teirezias! Żegnaj!... Idę! Ja, cząstka, z całością
Chcę cierpieć!... Cóż się zresztą stanie starym kościom!...

KREON.

Nie odchodź-że, mój druhu!