Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/396

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Przez pola, przez ugory
Nad Ismenosu falami
Pędzi cię, mami!
Tu w zamian na Argejczyki
Smocze podjudzasz szyki —
W nieściągliwości swojej,
Zakute w spiże, w zbroi,
Odziane tarczą,
Niech warczą
W kamiennych murów obronie!
Waśń z klęski wojennemi
Nawiedza królów ziemi
I ziemia w krwi dzisiaj tonie!
Biada wam, Labdakidzi!

*

O kniejo, pełna zwierzyny!
O Artemidy ty oko,
Ty mój jedyny,
Śniegiem pokryty głęboko,
Kitheironowy, w złotych słońca skrach
Palący się wierzchu! Ach!
Pocoś Iokasty to dziecię,
Gdy ojciec je precz wymiecie,
Iżby zginęło na świecie,
W swym jarze
Wychował — ach! komu w darze?
Złą potem chwilą
Złotą się szpilą
Sam nacechował, sam,
Nieszczęsny Edyp! Azali