Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/365

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Miastu temu klęskę zada,
I fenickiej ziemi biada!
Wspólna krew nam w żyłach płynie,
W wspólnym rodu my zaczynie
Powstaliśmy hej! przed laty:
Od Iony tej rogatej
Wywodzi się nasze plemię,
Więc nam wspólne cierpień brzemię.

*

Wokół miasta groźnie sterczy
Obraz wojny przemorderczej,
Gęsty obłok tarcz! Niebawem
Ares, sędzia w polu krwawem,
Bój rozstrzygnie. Erynyje
Zabójczynie, śląc na szyje
Ojdipowych biednych dzieci!
Trwogę we mnie straszną nieci,
Pelasgijskie Argos!, twoje
Wojsko wielkie! Wraz się boję
Kary bożej! Gdyż — na nieba! —
Zawsze-ć mi to przyznać trzeba,
Że skrzywdzony ten nasz młodzian,
W tę wspaniałą zbroję odzian,
Słusznego nie depce prawa
Gdy do bitwy dzisiaj stawa —
Nie popełnia żadnej winy,
Swojej żąda li dziedziny.

Na scenie jawi się

POLYNEIKES.

Z łatwością mnie odźwierni, zasuwy tej chwili
Od wrótni odemknąwszy, do wnętrza wpuścili.