Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/35

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Że śmierci ni swej córce, ni cudzej nie zada.
[Zaś mnie dał do poznania, wprawdzie nie wyraźnie,
Lecz zawsze dał, że musim, pomimo przyjaźnie,
Uciekać z tego kraju, jeśli lepszej drogi
Nie znajdziem: chce uchronić gród od klęski mnogiej].

MAKARIA.

Więc tylko tym sposobem ocalić się można?

IOLAOS.

Tym tylko i nas wtedy czeka dola zbożna.

MAKARIA.

Więc niechże się nie lęka, starcze, twoja głowa
Przed dzidą Argejczyków. Jam umrzeć gotowa,
Ja sama na rzeź pójdę, nim mi kto rozkaże,
Bo cóżby powiedziano, gdyby, dla mnie w darze,
Miał gród się ten narażać, a my, swoje własne
Zwalając nań brzemiona, mogąc dni mu jasne
Zgotować, stchórzyliśmy przed śmiercią. Nie tędy
Jest droga! A i śmiesznem byłoby w te pędy
Upadać w proch przed bóstwem i żebrać — my, dziatwa
Bohaterskiego ojca, a teraz — jak łatwa
To droga! — marni tchórze! Takie to są żądze
Szlachetnych! Nie! najpiękniej byłoby, tak sądzę.
Po grodu tego klęsce — co uchowaj Boże! —
Wpaść w ręce nieprzyjaciół i — gorze nam! gorze,
Nam dzieciom cnego ojca! — zejść do Hadu ciemni!
Czy może wydalonej stąd będzie przyjemniej
Pójść żebrać, aby słuchać, bez wstydu rumieńca,
Jak ktoś się ozwie do nas: »Waszego nam wieńca[1]

  1. Gałązki oliwnej, symbolu proszących.