Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/34

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Krzywd ojca!... O nią chodzi — troska to ogromna
Dla wroga! Jeśli jednak masz jakową radę
Właściwszą, mów coprędzej! Ja już ręce kładę
Po sobie, usłyszawszy tę bożą wyrocznię.
(Wychodzi.)

Z świątyni wychodzi

MAKARIA.

O moi przyjaciele! Niech mi nikt nie pocznie
Przyganiać, że przed wami stanęłam tak śmiało,
To sobie ja wypraszam. Kobiecie przystało
W milczeniu i skromności siedzieć sobie w domu —
Najpiękniej to jest dla niej, godzi się jak komu.
Lecz skargi Iolaja słysząca, z kościoła
Wybiegłam tutaj ku wam, o, nie po to zgoła,
Ażeby tu przemawiać w obronie płci mojej!
Lecz mnie to wszystko bliskie, me serce się boi
O losy moich braci i o własnym losie
Też myślę, czy do dawnych klęsk, Iolaosie,
Nie przyszła jakaś nowa, która cię tak żali?

IOLAOS.

O dziecię, nie od dzisiaj me serce cię chwali
Ze wszystkich Heraklidów najbardziej. Wiedz o tem:
Ten dom, co snać miał znowu się podnieść, z powrotem
W bezradną pada nędzę. Bo, jak tamten prawi,
Proroctwa wyśpiewały, że nic nas nie zbawi,
Ni wół, ni jałowiczka, lecz że trzeba święcie
Dziewicę szlachetnego rodu dać na cięcie
Ofiarne na ołtarzu córki Demetery,
Ażeby nas ocalić i ten gród. I w szczerej
Jesteśmy o to trosce, gdyż ten nam powiada,