Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/315

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Już was żegnam na zawsze!
Taka dola jest matki,
Że łzy coraz to krwawsze
Cieką biednej z pod powiek!
Ach! mój bólu, o tobie
Zapomina li człowiek,
Który spoczął już w grobie!
Ach! mój bólu! Ach! ślozy!
Czyż wy kiedy wyschniecie?
Nic nie widzę, prócz grozy,
Sama jedna na świecie!

PRZODOWNICA CHÓRU.

Ach! jakaż w tem się ulga w dniach zniszczenia mieści,
Gdy człek się wyspowiada, wypłacze z boleści.

ANDROMACHE.

Ach! widzisz-li to wszystko, rodzicielko męża,
Hektora, co ich tylu, bywało, zwycięża?

HEKABE.

Wzdyć widzę, jak Bóg małych podnosi, a znowu
Tych, co się za wielmożów mieli, pcha do rowu.

ANDROMACHE.

Wraz z synem idę w jasyr! Tak, nasza wielmożność
W niewolę dziś popada!... Straszna losów zdrożność!

HEKABE.

O, straszna jest konieczność! Przed chwilą odemnie
I córkę mą, Kasandrę, porwali nikczemnie!

ANDROMACHE.

Ach! Ach! Więc się twej córce jakiś Ajas wtóry
Przydarzył? Grom niejeden jeszcze padnie z chmury!