Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/284

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ojczystych chcą powrócić po latach dziesięciu,
Ażeby się nacieszyć w swych dziatek objęcia
I żon swych — Helleńczycy, co napadli Troję.
Zaś ja, kiedy zwycięstwo przyniosły te boje
Atenie i argiwskiej monarchini Herze,
Opuszczam słynne Ilion, rzucam świątyń dźwierze,
Gdzie bowiem pustką leżą wyniszczone miasta.
Tam cześć, składana bogom, bynajmniej nie wzrasta
Lamenty głośne branek, któremi się dzielą
Zdobywcy, nad Skamandru wznoszą się topielą:
Te dostał Arkadyjczyk, tamte lud Tessalii,
Te znowu Ateńczyka Tezeja dostali
Synowie, te zaś inne, których między grono
Dowódców do tej pory wzdyć nie rozdzielono.
W namiocie tym o! siedzą, a zaś razem z niemi
Jest, słusznie umieszczona między wojennemi
Brankami, Tyndaryda Helena ze Sparty.
Hekabe, którą strasznie ściga los zażarty,
U drzwi namiotu leży, jeśli ją kto pragnie
Zobaczyć. Po najbliższych, którzy we krwi bagnie
Zginęli, łzy przelewa. Na Achilla grobie
Umarła, o czem jeszcze nie wie w swej żałobie,
Jej córka Polyksena, padł Pryam i dzieci.
Kasandrę zaś, dziewicę, w której szały wznieci
Apollo, zabrał gwałtem, depcąc prawa boże,
Dowódca Agamemnon na swe grzeszne łoże...
Szczęśliwe ongi miasto, żegnaj mi! Wy mury
Ciosane, już was żegnam! Jeśliby nie córy
Zeusowej wrogie ręce, bogini Pallady,
Dotychczasby tu stały te wasze posady!