Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/270

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ION.

Wszystkiego bym się, matko, spodziewał tu prędzej.
Niż tego, że ja właśnie twym synem być mogę!...

KREUZA.

Dotychczas czuję trwogę.

ION.

Że może nie masz jeszcze, choć mnie masz...

KREUZA.

O, miła
Już mnie nadzieja dawno opuściła!
Niewiasto, któż w onej dobie
Przyniósł dzieciątko tobie
Czyje ci ręce
Przyniosły to ciałko dziecięce
W ten boży dom Loksyasza?

ION.

Opatrzność to sprawiła! Taka dola nasza!
Więc bądźmy dziś weseli, jak byliśmy smutni.

KREUZA.

O, nie bez gorzkich łez
Jam, synu, dawała ci życie!
A potem, rzucając cię skrycie,
Jaknajokrutniej
Opłakiwałam twój kres,
A dziś, najszczęśliwsza rodzica,
U twego oddycham lica!

ION.

I moje ty wyrażasz i twe szczęście własne!