Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/265

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Nie wiedział nikt, że mam to i że przed ludzkiemi
Ukrywam to oczami... Żegnaj! Jak swe dziecię
Rodzone ściskam ciebie!... [Idź i śledź po świecie,
Gdzie znaleźć rodzicielkę; czy z tego cię miasta
Delficka przed latami zrodziła niewiasta,
By rzucić cię pod progi świątyni, to wprzódy
Wybadaj, a zaś potem między greckie ludy
Idź szukać. Wszystkom rzekła, co rzec było trzeba
Ze strony mej i twego kierownika Feba.]

ION.

Ach! Ach! Łzy mi gorąco ze źrenicy płyną,
Jeśli się zastanowię nad matką jedyną,
Co gdzieś mnie porzuciła, płód tajnej miłości,
I piersi mi nie dała, że, przyniesion w gości
Do bożej tej świątyni, podłożony skrycie,
Służebne, bezimienne prowadziłem życie.
Zbawienne były dla mnie zarządzenia boga,
Lecz drogi losu twarde. Dola-ż to nie wroga,
Że, miast na łonie matki zażywać rozkoszy,
Jam był pozbawion pieczy, która troski płoszy,
Uścisków rodzicielki! Lecz nieszczęścia siła
Upadła też i na tę, co mnie porodziła,
Jej los jednaki z moim — toć przecie i ona
Radości nie zaznała, syna pozbawiona!
Teraz, zabrawszy koszyk, bóstwu ja go złożę
W ofierze, by przypadkiem nie odnaleźć może,
Czego sam mieć nie pragnę. Jeśli niewolnicą
Jest matka ma, to lepiej z taką się rodzicą
Pożegnać raz na zawsze, niż ją znaleźć... Febie,
Podarek ten dziś składam w świątyni dla ciebie!
Czy jednak słusznie robię? Czyż się nie sprzeciwię