Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/26

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


  z tobą i ze wszystkiem, co twa ziemia płodzi.
Bo na cóż mamy w Argos tyle dzielnej młodzi
Abyśmy cię nie mieli pokarać, jak trzeba?!...

(Odchodzi.)
DEMOFON.

Ha! Szczeźnij! Twego Argos ja się tu, na nieba!
Nie lękam! Ale tych tu stąd na hańbę moją
Bynajmniej nie wywleczesz! Me ludy nie stoją
Pod jarzmem Argejczyków, król ja wolnej ziemi!

CHÓR.

Trzeba uważać, nim z wojskami swemi
Argiwów zjawi się pan!
Ares mykeński z gwałtowności znan.
Lecz dziś on jeszcze gwałtowniej
Wystąpi, niż w inny czas!
Heroldzi wszak są wymowni —
Podwójnie spiętrzają wypadki.
Jakże on, mniemasz, nie oczerni nas
Przed swoim królem? W jaki sposób gładki
Nie powie, iż straszne tu rzeczy
Przechodził,
Żeś mu nieomal i na życie godził?...

IOLAOS.

Dla dzieci snać nie znajdziesz lepszej doli człeczej
Nad tę, że są z szlachetnych rodziców i w związki
Ze szlachetnymi wchodzą. Grunt to zasię grzązki,
Jeżeli ktoś, porwany namiętności szałem,
Chce parać się z lichotą. Dla takich nie miałem
Szacunku ja przenigdy, bo dla podłej chuci
Gotują hańbę dzieciom. A kiedy się zwróci