Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/25

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


DEMOFON.

I ja tego nie pragnę, ale tych nie puszczę.

KOPREUS.

Spróbuję wziąć swą własność — wydrę ci tę tłuszczę!

DEMOFON.

Nie wnetbyś ujrzał Argos, ty mój bratku luby!

KOPREUS.

Przekonam się tej chwili, wezmę się do próby.

DEMOFON.

Jeżeli się ich dotkniesz, zawyjesz mi srodze!

KOPREUS.

Na nieba! Co? Herolda śmiałbyś zabić w drodze?

DEMOFON.

Lecz jeśli się ten herold rozumem nie wiąże?

PRZODOWNIK CHÓRU (do Kopreusa).

Idź sobie!... (do Demofona). A i ty go nie tykaj się, książę!

KOPREUS.

Odchodzę! Wszakże ramię jednego człowieka
Jest zawsze słabe w walce!... Ale niedaleka
Jest chwila, gdy powrócę tutaj ze zbrojnymi,
Z Argiwów stalnym hufcem. Albowiem olbrzymi
Jest zastęp mego pana — wojsk jego tysiące
Czekają pod tarczami, żądzą walk dyszące.
Na czele król Eurystej. Pod Alkathu mury,
Na kresy już pociągnął i z głową, do góry
Wzniesioną, oczekuje... Wnet, jak grom, się zjawi,
Słyszący o twej pysze. Mężnie się rozprawi