Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/257

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


W śmiertelne odejdzie mroki.
Na skrzydłach wzbić się do góry,
Czy w nocy się ukryć ponurej
Gdzieś w łonie ziemi, by kary
Uniknąć za te zamiary,
Aby nie zginąć od głazów?
Uciekać po morskiej toni,
Czy czwórce chyżych koni
Powierzyć biedne to życie?
Gdzież znajdziem jakie ukrycie,
Jeśli nas bóg nie obroni?
O biedna ty pani moja,
Gdzież jaka dla ciebie ostoja?
Okrutne ach! twoją duszę
Czekają dzisiaj katusze!
Gdy innym nie szczędzisz razów,
Zali nie słusznie jest, człecze,
Jeśli krew twoja pociecze?!

Wbiega

KREUZA.

Służebnice! tak mnie gonią, że mnie rzeź już nie ominie!
Wyrok skazał mnie pityjski, że mam umrzeć w tej godzinie!

PRZODOWNICA CHÓRU.

Znamy, biedna, to nieszczęście, co na ciebie dzisiaj spada.

KREUZA.

Ledwiem z domu się wyrwała, by ujść śmierci! Ach! gdzie rada!?...
Gdzie się schronić? Tutaj uszłam! Wymknęłam się z ręki wrażej!

PRZODOWNICA CHÓRU.

Schron w świątyni, nie gdzieindziej!