Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/230

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Słonecznej żył na świecie! Puść się ze mną społem
Ku bożej tej świątyni, abyś mógł w wesołem
Mem szczęściu uczestniczyć, gdy Loksyasz pocznie
Pomyślną w sprawie dziatek głosić mi wyrocznię.
Żyć w szczęściu z przyjacioły, godzina to słodka,
Lecz jeśli, nie daj Boże, niedola nas spotka,
Jest dobrze spojrzeć w oczy takiemu druhowi,
Bo może człek z nich jaką pociechę wyłowi.
Cześć miałeś dla rodzica, więc i ja czczę ciebie,
Choć panią jestem twoją, a ty na mym chlebie.

PIASTUN.

O córko! Godnych przodków godną chodzisz drogą
I żadne tobie usta zarzucić nie mogą.
Byś kiedy zniesławiła ziemiorodne, stare
Szlachetnych ojców plemię. Uczyń tę ofiarę
I ciągnij mnie ach! ciągnij ku tej świętej górze!
Wyroczni stroma droga! Nim się całkiem znużę.
Podpieraj moją starość, bądź lekarzem dla niej.

KREUZA.

Ostrożnie stawiaj kroki, wiedzie cię twa pani.

PIASTUN.

Patrz! Noga ma powolna, duch mój rzeźki święcie.

KREUZA.

Opieraj się na lasce, bacz na każdym skręcie.

PIASTUN.

Ot, macam ślepym kijem, wzrok mam już przekrótki.

KREUZA.

To prawda!... Niech nie zmogą cię starości skutki.