Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/218

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


KSUTOS.

Nie uciekaj, gdyż, zobaczysz, dobrzy będziem przyjaciele!

ION.

Do rozumu doprowadzać obcych błaznów ja nie lubię.

KSUTOS.

Strzelaj! Morduj! Chcesz-li ojca rodzonego oddać zgubie?

ION.

Ty mój ojciec? Jaki ojciec? Słyszę to i śmiech gotowy!

KSUTOS.

Nie! Rzecz cała się wyjaśni w ciągu dalszej tej rozmowy.

ION.

Co mi powiesz?

KSUTOS.

Żeś mym synem, to jest prawda dziś jedyna.

ION.

Kto ci rzekł to?

KSUTOS.

Bóg, co ciebie jako mego chował syna.

ION.

Wmawiasz w siebie.

KSUTOS.

Nie! Wyrocznie pouczyły mnie tak boże.

ION.

Źleś to sobie wytłómaczył.

KSUTOS.

Co? Niedobrze słyszę może?

ION.

Powiedz, jak brzmią słowa Feba?